niedziela, 10 maja 2015

Rozdział I cz.2 ~ Początek nieskończonej przyjaźni.

Dochodziła godzina 16. Kupiłyśmy sobie po lodzie w wafelku. O dziwo lubiłyśmy te same smaki – mięta i czekolada. Siadłyśmy na ławce w parku i rozpoczęłam rozmowę słowami:
- Grasz w koszykówkę? – Tak. To moja pasja, które często  zajmuje mi całe godziny w ciągu dnia. Choć teraz będę mogła trenować na normalnej hali. Tzn. za miesiąc, po rozpoczęciu roku szkolnego– odpowiedziała. Z zaciekawieniem zapytałam: - Dlaczego? – Bo po wakacjach idę do gimnazjum Teiko, jest tam klub koszykówki, do którego chcę się zapisać. – powiedziała gryząc wafelka. Ona też idzie do Teiko… - Ja również zamierzam iść do Teiko. – powiedziałam uśmiechając się.
Zapadła dłuższa chwila. Obie już kończyłyśmy swoje lody. Zastanawiałam się, czy nie poświęcić się koszykówce. Kompletnie nie umiem w nią grać, nie rozumiem zasad… Skoro ona kocha koszykówkę, może by mnie nauczyła? Ale nie wiem, boję się o to zapytać.. Chociażby, dlaczego nie?
Gdy chciałam coś powiedzieć, spostrzegłam się, że na mnie patrzy. Jej wzrok był bardzo zdeterminowany. Patrzyłam na nią z lekkim zdziwieniem, lecz jej zawzięta mina ani drgnęła. Po chwili zapytała: - Może chciałabyś dołączyć ze mną do klubu koszykówki Teiko? – Byłam nieco zaskoczona tym pytaniem. – Nie wiem, nie umiem grać w koszykówkę, ale bardzo chciałabym spróbować, mogłabyś mnie trenować? – Ona również się zdziwiła, lecz uśmiechnęła się i kiwnęła głową twierdząco.
Rozmawiałyśmy jeszcze parę godzin i zanim się zorientowałyśmy zrobiło się ciemno. Postanowiłyśmy iść do domu. Okazało się, że mieszkamy obok siebie. Pożegnałyśmy się i poszłyśmy do siebie. Weszłam do siebie, zapaliłam światło i udałam się do kuchni i zrobiłam sobie drobny posiłek. Pozmywałam, wykąpałam się i położyłam się do łóżka, lecz jakoś nie mogłam zasnąć… Zbyt mocno ekscytowałam się osiągnięciem mojego nowego celu. Nauczyć się grać w koszykówkę. Mijały godziny a ja nadal nie spałam. Wstałam z łóżka i zeszłam do kuchni, napiłam się mleka. Myślałam, że pomoże, ale chyba jednak nie. Spojrzałam na zegarek. 4:05… No super. Nie ma co, pójdę się przewietrzyć. Ubrałam jakieś szare dresy, trampki i bluzę. Wyszłam, zamknęłam drzwi i stanęłam na schodach, wzięłam głęboki oddech i wydech. Poszłam przed siebie, coś przygnało mnie w to samo miejsce, z którego dziś uciekłyśmy. Szłam powoli, delektowałam się chłodnym powietrzem, które delikatnie owiewało moje włosy i szyję. To było naprawdę przyjemne uczucie. Usłyszałam jakieś stuki. Zainteresowana, poszłam w ich kierunku. Zorientowałam się, że pochodzą właśnie z boiska do kosza. Podeszłam bliżej i schowałam się za drzewem, bo bałam się, że to tamci bandyci. Na całe szczęście była tam tylko jedna osoba, chłopak. Był dosyć wysoki i bardzo sprawny sądząc po jego sposobie gry. Wyszłam zza drzewa by podejść bliżej, było naprawdę ciemno i niewiele widziałam. Szłam bardzo cicho, nie chciałam by mnie usłyszał. Siadłam na ławce, która ustawiona była tak, że boisko widziało się na całą szerokość.
Dlaczego grał tak samemu? Czyżby tak samo jak ja nie mógł spać? Może trenuje dzień i noc przed jakimiś ciężkimi zawodami? Podniosłam głowę do góry. Niebo było piękne i okryte gwiazdami, które lśniły niczym malutkie diamenciki. Można było dostrzec jakieś konstelacje gwiezdne, lecz nie bardzo miałam siły na wysilanie się, by sobie przypomnieć. Zamyśliłam się. Został okrągły miesiąc. Muszę zacząć coś robić. Jutro umówiłam się z Emiko na jakiś próbny trening, mam tylko nadzieję, że nie spotkamy już tamtych gnoji. Byłoby naprawdę nieciekawie…
Coś przysłoniło mi to piękne niebo… Zaraz, zaraz. Co to może być? Nagle odzyskałam racjonalne myślenie. To nie było coś, to był ktoś. Cholernie się wystraszyłam, że moje całe ciało przyległo do ławki jak najmocniej mogło.
- Yo – powiedział nieznajomy. – Co tu robisz? Sama i w dodatku o 5 nad ranem? – dodał.
On mówi, mówi do mnie. Boże muszę mu coś odpwiedzieć…
- S-Siedzę – zająknęłam się. Nagle zdałam sobie sprawę z tego, że się trzęsę z zimna. Cholera nieźle przemarzłam.
Nieznajomy przestał patrzeć na mnie z góry i siadł obok mnie. Dzięki temu, mogłam mu się przyjrzeć dokładniej. Uniósł głowę do góry i zamknął oczy. Chyba odpoczywał. Miał dosyć ciemną karnację, trochę podobną do mojej, tylko ja byłam nieco jaśniejsza. Miał krótkie i niesamowicie granatowe włosy. Wszystkie te cechy wyglądu ślicznie ze sobą współgrały.
- Jestem Aomine. Aomine Daiki. – powiedział, nie zmieniając położenia swojego ciała. Byłam troszkę zaskoczona, lecz również się przedstawiłam.
- Nazywam się Kaoru Arihyoshi. Yoroshku. – No więc, Kaoru co robisz o tej porze, na ławce i w dodatku sama? – pociągnął temat. – Ja, nie mogłam spać, chciałam się przewietrzyć. – odparłam. – A ty? – szybko dodałam. – Ja też nie mogłem spać. W takich chwilach koszykówka najlepiej pozwala mi myśleć, czy zwyczajnie się odprężyć. – Wakata – odparłam ze zrozumieniem w głosie. Chyba już czas na mnie.. Trochę snu by mi się jednak przydało… - Gomen, wracam już do siebie. Jest późno a powinnam choć trochę pospać. Arigatou, za pogawędkę. Oyasuminasai. – powiedziałam na odchodnym. Pokonałam zaledwie 2m, aż poczułam jak ktoś łapie mnie za ramię. Odwróciłam się gwałtownie i zobaczyłam mojego towarzysza z ławki. – Odprowadzę Cię. Jest późno. – Po tych słowach grzecznie podziękowałam i ruszyliśmy w stronę mojego domu. Przez całą drogę nie rozmawialiśmy o niczym. Zanim się zorientowałam było już jaśniej. Słońce powoli wstawało i rozjaśniało całe to piękne, gwieździste niebo. Dotarliśmy do mnie. Było już po 6.
- Chciałbyś może wstąpić do mnie na śniadanie? – zapytałam śmielsza. – Jest już rano, a podejrzewam, że po grze możesz być głodny. – uśmiechnęłam się.– Z miłą chęcią coś przekąszę. – odparł z uśmiechem na twarzy.
Weszliśmy do mnie. Zapaliłam światło, bo nie było jeszcze tak jasno. Na stole stała jeszcze szklanka z niedopitym mlekiem. – Rozgość się – powiedziałam. Aomine poszedł za mną i usiadł przy stole. Zaczęłam przygotowywać posiłek. – To nie będzie problem, że nie wróciłeś do domu na noc? – spytałam. – Nie, moi rodzice cały czas są w delegacjach i podróżach, często wyjeżdżają – odparł jakby był już do tego przyzwyczajony. Moi rodzice byli tacy sami, ciężko pracowali, by utrzymać naszą rodzinę i stwarzać mi odpowiednie warunki do rozwoju. – Moi również. – skwitowałam jego wypowiedz. – Do jakiego gimnazjum masz zamiar iść? – zaryzykowałam pytanie, sądząc, że jest w moim wieku. Trafiłam. – Do Teiko. Chcę zapisać się do drużyny koszykarskiej. – Wow, on też… On ma talent, na pewno się załapie. – A Ty? – zapytał zainteresowany. – Ja również do Teiko, zastanawiam się jednak do jakiego klubu, ale chyba również zapiszę się do drużyny koszykarskiej. – zobaczyłam zaskoczenie na jego twarzy, był naprawdę zainteresowany tym co powiedziałm. – Chciałabym się nauczyć gry w kosza, ekscytuje mnie to – po tych słowach wszystko zrozumiał.

- Gotowe! Itadakimasu! – powiedziałam śpiewnie stawiając przed nim talerz z pięknie pachnącym daniem. – Arigatou – odpowiedział i zaczął jeść. Byłam pod wrażeniem jak szybko wcinał. Chyba naprawdę był głodny. Zaczęłam również jeść swoją porcję, lecz Aomine skończył o wiele szybciej ode mnie. – Smakowało? – zapytałam z uśmiechem kończąc swoje. – Bardzo. Chyba będę się już zbierał. Też przydałby mi się sen. Arigatou. Do zobaczenia! – rzucił na odchodne, a ja zaczęłam zmywać naczynia. Po skończeniu tej czynności poszłam do przedpokoju zamknąć drzwi, gdy na półce zobaczyłam małą karteczkę. Na niej widniał numer telefonu i podpis „Dziękuję, zjedzmy jeszcze razem. Aomine” . Miał ciekawy charakter pisma. Nie sądziłam, że jednego dnia, będę mogła zyskać dwóch nowych przyjaciół. Spojrzałam na zegarek. Boże już po 7, pobiegłam do pokoju i rzuciłam się na łóżko, szczelnie owinęłam się w kołdrę i zasnęłam… 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz