Dochodziła
godzina 16. Kupiłyśmy sobie po lodzie w wafelku. O dziwo lubiłyśmy te same
smaki – mięta i czekolada. Siadłyśmy na ławce w parku i rozpoczęłam rozmowę
słowami:
- Grasz w
koszykówkę? – Tak. To moja pasja, które często zajmuje mi całe godziny w ciągu dnia. Choć
teraz będę mogła trenować na normalnej hali. Tzn. za miesiąc, po rozpoczęciu
roku szkolnego– odpowiedziała. Z zaciekawieniem zapytałam: - Dlaczego? – Bo po
wakacjach idę do gimnazjum Teiko, jest tam klub koszykówki, do którego chcę się
zapisać. – powiedziała gryząc wafelka. Ona też idzie do Teiko… - Ja również
zamierzam iść do Teiko. – powiedziałam uśmiechając się.
Zapadła
dłuższa chwila. Obie już kończyłyśmy swoje lody. Zastanawiałam się, czy nie
poświęcić się koszykówce. Kompletnie nie umiem w nią grać, nie rozumiem zasad…
Skoro ona kocha koszykówkę, może by mnie nauczyła? Ale nie wiem, boję się o to
zapytać.. Chociażby, dlaczego nie?
Gdy chciałam
coś powiedzieć, spostrzegłam się, że na mnie patrzy. Jej wzrok był bardzo
zdeterminowany. Patrzyłam na nią z lekkim zdziwieniem, lecz jej zawzięta mina
ani drgnęła. Po chwili zapytała: - Może chciałabyś dołączyć ze mną do klubu
koszykówki Teiko? – Byłam nieco zaskoczona tym pytaniem. – Nie wiem, nie umiem
grać w koszykówkę, ale bardzo chciałabym spróbować, mogłabyś mnie trenować? –
Ona również się zdziwiła, lecz uśmiechnęła się i kiwnęła głową twierdząco.
Rozmawiałyśmy
jeszcze parę godzin i zanim się zorientowałyśmy zrobiło się ciemno.
Postanowiłyśmy iść do domu. Okazało się, że mieszkamy obok siebie. Pożegnałyśmy
się i poszłyśmy do siebie. Weszłam do siebie, zapaliłam światło i udałam się do
kuchni i zrobiłam sobie drobny posiłek. Pozmywałam, wykąpałam się i położyłam
się do łóżka, lecz jakoś nie mogłam zasnąć… Zbyt mocno ekscytowałam się osiągnięciem
mojego nowego celu. Nauczyć się grać w koszykówkę. Mijały godziny a ja nadal
nie spałam. Wstałam z łóżka i zeszłam do kuchni, napiłam się mleka. Myślałam,
że pomoże, ale chyba jednak nie. Spojrzałam na zegarek. 4:05… No super. Nie ma
co, pójdę się przewietrzyć. Ubrałam jakieś szare dresy, trampki i bluzę.
Wyszłam, zamknęłam drzwi i stanęłam na schodach, wzięłam głęboki oddech i
wydech. Poszłam przed siebie, coś przygnało mnie w to samo miejsce, z którego dziś
uciekłyśmy. Szłam powoli, delektowałam się chłodnym powietrzem, które
delikatnie owiewało moje włosy i szyję. To było naprawdę przyjemne uczucie.
Usłyszałam jakieś stuki. Zainteresowana, poszłam w ich kierunku. Zorientowałam
się, że pochodzą właśnie z boiska do kosza. Podeszłam bliżej i schowałam się za
drzewem, bo bałam się, że to tamci bandyci. Na całe szczęście była tam tylko
jedna osoba, chłopak. Był dosyć wysoki i bardzo sprawny sądząc po jego sposobie
gry. Wyszłam zza drzewa by podejść bliżej, było naprawdę ciemno i niewiele
widziałam. Szłam bardzo cicho, nie chciałam by mnie usłyszał. Siadłam na ławce,
która ustawiona była tak, że boisko widziało się na całą szerokość.
Dlaczego
grał tak samemu? Czyżby tak samo jak ja nie mógł spać? Może trenuje dzień i noc
przed jakimiś ciężkimi zawodami? Podniosłam głowę do góry. Niebo było piękne i
okryte gwiazdami, które lśniły niczym malutkie diamenciki. Można było dostrzec
jakieś konstelacje gwiezdne, lecz nie bardzo miałam siły na wysilanie się, by
sobie przypomnieć. Zamyśliłam się. Został okrągły miesiąc. Muszę zacząć coś
robić. Jutro umówiłam się z Emiko na jakiś próbny trening, mam tylko nadzieję,
że nie spotkamy już tamtych gnoji. Byłoby naprawdę nieciekawie…
Coś
przysłoniło mi to piękne niebo… Zaraz, zaraz. Co to może być? Nagle odzyskałam
racjonalne myślenie. To nie było coś, to był ktoś. Cholernie się wystraszyłam,
że moje całe ciało przyległo do ławki jak najmocniej mogło.
- Yo –
powiedział nieznajomy. – Co tu robisz? Sama i w dodatku o 5 nad ranem? – dodał.
On mówi,
mówi do mnie. Boże muszę mu coś odpwiedzieć…
- S-Siedzę –
zająknęłam się. Nagle zdałam sobie sprawę z tego, że się trzęsę z zimna. Cholera
nieźle przemarzłam.
Nieznajomy
przestał patrzeć na mnie z góry i siadł obok mnie. Dzięki temu, mogłam mu się przyjrzeć
dokładniej. Uniósł głowę do góry i zamknął oczy. Chyba odpoczywał. Miał dosyć
ciemną karnację, trochę podobną do mojej, tylko ja byłam nieco jaśniejsza. Miał
krótkie i niesamowicie granatowe włosy. Wszystkie te cechy wyglądu ślicznie ze
sobą współgrały.
- Jestem
Aomine. Aomine Daiki. – powiedział, nie zmieniając położenia swojego ciała. Byłam
troszkę zaskoczona, lecz również się przedstawiłam.
- Nazywam
się Kaoru Arihyoshi. Yoroshku. – No więc, Kaoru co robisz o tej porze, na ławce
i w dodatku sama? – pociągnął temat. – Ja, nie mogłam spać, chciałam się przewietrzyć.
– odparłam. – A ty? – szybko dodałam. – Ja też nie mogłem spać. W takich
chwilach koszykówka najlepiej pozwala mi myśleć, czy zwyczajnie się odprężyć. –
Wakata – odparłam ze zrozumieniem w głosie. Chyba już czas na mnie.. Trochę snu
by mi się jednak przydało… - Gomen, wracam już do siebie. Jest późno a powinnam
choć trochę pospać. Arigatou, za pogawędkę. Oyasuminasai. – powiedziałam na
odchodnym. Pokonałam zaledwie 2m, aż poczułam jak ktoś łapie mnie za ramię.
Odwróciłam się gwałtownie i zobaczyłam mojego towarzysza z ławki. – Odprowadzę Cię.
Jest późno. – Po tych słowach grzecznie podziękowałam i ruszyliśmy w stronę
mojego domu. Przez całą drogę nie rozmawialiśmy o niczym. Zanim się
zorientowałam było już jaśniej. Słońce powoli wstawało i rozjaśniało całe to
piękne, gwieździste niebo. Dotarliśmy do mnie. Było już po 6.
- Chciałbyś
może wstąpić do mnie na śniadanie? – zapytałam śmielsza. – Jest już rano, a
podejrzewam, że po grze możesz być głodny. – uśmiechnęłam się.– Z miłą chęcią
coś przekąszę. – odparł z uśmiechem na twarzy.
Weszliśmy do
mnie. Zapaliłam światło, bo nie było jeszcze tak jasno. Na stole stała jeszcze
szklanka z niedopitym mlekiem. – Rozgość się – powiedziałam. Aomine poszedł za
mną i usiadł przy stole. Zaczęłam przygotowywać posiłek. – To nie będzie
problem, że nie wróciłeś do domu na noc? – spytałam. – Nie, moi rodzice cały
czas są w delegacjach i podróżach, często wyjeżdżają – odparł jakby był już do
tego przyzwyczajony. Moi rodzice byli tacy sami, ciężko pracowali, by utrzymać
naszą rodzinę i stwarzać mi odpowiednie warunki do rozwoju. – Moi również. –
skwitowałam jego wypowiedz. – Do jakiego gimnazjum masz zamiar iść? –
zaryzykowałam pytanie, sądząc, że jest w moim wieku. Trafiłam. – Do Teiko. Chcę
zapisać się do drużyny koszykarskiej. – Wow, on też… On ma talent, na pewno się
załapie. – A Ty? – zapytał zainteresowany. – Ja również do Teiko, zastanawiam
się jednak do jakiego klubu, ale chyba również zapiszę się do drużyny
koszykarskiej. – zobaczyłam zaskoczenie na jego twarzy, był naprawdę
zainteresowany tym co powiedziałm. – Chciałabym się nauczyć gry w kosza,
ekscytuje mnie to – po tych słowach wszystko zrozumiał.
- Gotowe!
Itadakimasu! – powiedziałam śpiewnie stawiając przed nim talerz z pięknie
pachnącym daniem. – Arigatou – odpowiedział i zaczął jeść. Byłam pod wrażeniem
jak szybko wcinał. Chyba naprawdę był głodny. Zaczęłam również jeść swoją
porcję, lecz Aomine skończył o wiele szybciej ode mnie. – Smakowało? –
zapytałam z uśmiechem kończąc swoje. – Bardzo. Chyba będę się już zbierał. Też
przydałby mi się sen. Arigatou. Do zobaczenia! – rzucił na odchodne, a ja
zaczęłam zmywać naczynia. Po skończeniu tej czynności poszłam do przedpokoju
zamknąć drzwi, gdy na półce zobaczyłam małą karteczkę. Na niej widniał numer
telefonu i podpis „Dziękuję, zjedzmy jeszcze razem. Aomine” . Miał ciekawy
charakter pisma. Nie sądziłam, że jednego dnia, będę mogła zyskać dwóch nowych
przyjaciół. Spojrzałam na zegarek. Boże już po 7, pobiegłam do pokoju i
rzuciłam się na łóżko, szczelnie owinęłam się w kołdrę i zasnęłam…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz