Ohayou! Tu Kaoru, gomen, żę rozdział dopiero po tygodniu, lecz obowiązki trzeba wypełniać. Miłego czytania! I Oyasuminasai, bo już późno..
Obudził mnie SMS od Emiko. Leniwie otworzyłam oczy, lecz utrzymywałam
je przymknęte. Macałam ręką pod poduszką w poszukiwaniu telefonu. „Jest!”
Odczytuje SMS’a i momentalnie przypominam sobie o całym bożym świecie. Trening!
Zapomniałam, cholera jasna. Tak to jest, jak się chodzi na jakieś nocne spacery…
Aomine… Ale nie mam teraz na niego czasu. „Gomen” przeprosiłam w myślach jego osobę. Odpisałam jej, że za 30
minut będę na boisku. Ruszyłam pod prysznic, zimny, na otrzeźwienie. Z kuchni
wzięłam jedynie banana, by chociaż cokolwiek zjeść. 14:25 – zostało pięć minut.
Zaczęłam szybko biec i w parę minut dobiegłam na boisko.” banan w pośpiechu nie
smakuje tak dobrze jak powinien.” Pomyślałam wyrzucając skórkę po nim do śmietnika.
Moja nowa koleżanka już na mnie czekała.
- Gomen za
spóźnienie… Miałam drobne… komplikacje… –
uśmiechnęłam się szeroko dając jej do zrozumienia, że nie warto zaprzątać sobie
tym głowy. – Okej odpowiedziała, zaczynamy, więc skup się. – Uśmiechnęła się i
zaczęła tłumaczyć zasady gry w koszykówkę. Zapowiedziała już, że będziemy
trenować całą przerwę wakacyjną. Nie zmartwiło mnie to, po prostu tego
chciałam. Poddać się tej fali zaangażowania, ćwiczeń i wysiłku. Pierwszy
trening był skupiony głównie na podstawowych czynnościach – rzucanie do kosza,
kozłowanie w biegu i oczywiście nieszczęsny błąd kroków.
Cały miesiąc trenowałyśmy wspólnie, analizowałyśmy błędy i
wprowadzałyśmy taktyki gry. W wolnym czasie oglądałyśmy mecze koszykówki
kobiet. Strasznie mnie to jarało, chciałam już zagrać w swoich pierwszych
zawodach szkolnych. Apropos czasu wolnego, spędzałyśmy go głównie u Emiko. Jej
rodzice nigdzie nie wyjeżdżali, tata pracował na miejscu, a mama zajmowała się
domem. Muszę przyznać, że Miku jest podobna do swojej mamy, wygadana, waleczna,
zorganizowana. Em, miała młodszego brata – Shoji’ego. Słodki z niego malec, ale
jak coś zbroi to wychodzi z tego niezła draka. (^^). Rodzina Harukich (dopisek
autorki: dokonuję zmiany nazwiska Emiko z Youndaime na Haruka), była bardzo
miła i przyjazna, atmosfera u nich zawsze była rodzinna. Spędzali ze sobą sporo
czasu, by pielęgnować więzi rodzinne. Zastępowali oni moją prawdziwą rodzinę,
która zawsze była na wyjazdach. Rozumiem to, naprawdę ciężko pracują, by żyć
jak normalni ludzie, ale.. Ale brakuje mi ich, brakuje mi tej atmosfery i zwyczajnych
czułości.. Cóż poradzić? Praca, to praca. Trudno. Muszę się skupić teraz na
swoim nowym celu. Koszykówka.
Został niecały tydzień do rozpoczęcia nowego roku szkolnego. Siedziałam
na kanapie i oglądałam mecz koszykówki w TV. Spostrzegłam się, że zaczęło się
ściemniać za oknem, więc postanowiłam zrobić kolację, przez to wegetowanie na
kanapie nawet nie poczułam lekkiego głodu. Poszłam do kuchni i zajrzałam do
lodówki. Moim oczom ukazała się… Pustka. „Cholera” zaklęłam w myślach.
Spojrzałam na zegarek, przed 19. Dobra, idę do marketu po jakieś szybkie zakupy
na kolację i śniadanie jutro rano. Ubrałam się trochę jak fleja – dresy z
podłogi i nieco za duża bluza mojego taty. Była jedyną rzeczą pod ręką. Nic
innego nie chciało mi się szukać. Ubrana ruszyłam rozleniwionym ruchem do
sklepu. W słuchawkach leciały piosenki One Ok Rock, których uwielbiam.
W końcu
dotarłam do pobliskiego sklepu i zaczęłam wrzucać do koszyka wszystkie
potrzebne mi produkty spożywcze, które pozwalały mi żyć i nie umrzeć z głodu. Stanęłam
w dziale z nabiałem. Porównywałam ze sobą dwa jogurty, gdy nade mną pojawił się
jakiś cień prawie 2-metrowego człowieka. W ułamku sekundy odwróciłam się i
spojrzałam na tajemniczego osobnika zasłaniającego mi światło.
- Yo –
powiedział leniwym, prawie mruczącym głosem. – H-Hej – odpowiedziałam lekko
zakłopotana, lecz czułam ulgę, że to on. – Też lodówka pusta? – zapytałam żartobliwie.
On uśmiechnął się zawadiacko – Jak zawsze – odparł leniwie szczerząc się cały
czas. Dokończyliśmy wspólnie swoje zakupy i wyszliśmy z marketu. – Odprowadzić
Cię? – spytał. – Nie, dziękuję, nie trzeba. Do zobaczenia. – Cześć. – ruszyłam w
swoją stronę. Kątem oka zauważyłam jak Aomine szedł jeszcze do małego sklepiku
papierniczego na rogu ulicy.
Szłam prosto
przed siebie, na zewnątrz było już naprawdę ciemno. Założyłam kaptur na głowę,
lecz tym razem nie zakładałam słuchawek, nie wiadomo co mogłoby się przytrafić,
lepiej wszystko słyszeć.
Z zakrętu
zobaczyłam trzech mężczyzn, którzy głośno rozmawiali i śmiali się. Niepokojące
było to, że ja znałam te głosy… Boże! To tamta zgraja debili z boiska… Cholera
jasna, co robić, co robić… Wyminę ich… Może mi się uda. Szłam tym samym rytmem,
by nie wzbudzić podejrzeń mężczyzn. Zeszłam na prawą część chodnika, by móc ich
wyminąć, lecz nie udało mi się to, bo chyba rozpoznali we mnie kobietę po
drobnej posturze. Zaszli mi drogę…
- Hej mała,
chcesz się zabawić? – spytał przywódca grupy. – Nie. – odpowiedziałam bardzo
chłodno, nie wyczuli mojego skrytego strachu, lecz chyba popełniłam błąd.
Wkurzyli się. – Hę? – spytał bandzior z poirytowanym tonem głosu. – Może
jednak? – uniósł rękę, by zdjąć mój kaptur. Kurwa, odkryje, że to ja…
Odepchnęłam szybko jego rękę i krzyknęłam – Zostaw mnie! – próbowałam wyminąć
tą dwójkę szybkim krokiem, lecz ich ramiona mnie zatrzymały i niczym piłka
odbiłam się od nich upadając na tyłek… Kaptur spadł. „Kurwa mać” zaklnęłam w
myślach, chyba na mojej twarzy też to było widać… - Tyy! – krzyknął przywódca i
w mgnieniu oka był przy mnie i trzymał na bluzę. Chyba chciał mnie uderzyć,
lecz w tym samym momencie zobaczyłam cień. Ten cień uderzył pięścią w twarz przywódcę
tak, że ten jakby się odbił od niej i odleciał na małą odległość. Mój wybawca
pomógł mi wstać. Gdy się wyprostował jego twarz została oświetlona przez
pobliską lampę… „Aomine” pomyślałam. Byłam skołowana jeszcze przez chwilę, lecz
adrenalina bardzo szybko wprawiła mnie w stan gotowości. Jego kolega uderzył
Aomine pod okiem, aż zatoczył się w tył, lecz nie stracił równowagi. Bili się
przez chwilę, podbiegłam do jednego z przydupasów i kopnęłam go w krok dając
Aomine szansę na znokałtowanie go. Drugi z nich już się podnosił, lecz mój
wybawca pociągnął mnie za rękę i bardzo szybko oddaliliśmy się z miejsca
zdarzenia. Na szczęście nie pobiegli za nami, bo mężczyźni byli dosyć
zdezorientowani co dało nam szansę na ucieczkę. Jeśli dobrze słyszałam, to Aomine
chyba złamał przywódcy noc nos. Spojrzałam na jego prawą rękę. Na palcach
zdołałam znaleźć parę kropel krwi, które musiały wypłynąć w momencie uderzenia.
Powędrowałam wyżej, miał zakrwawioną twarz, nie aż tak mocno, lecz miał ranę
pod okiem z której sączyła się krew. Zatrzymałam się. Spostrzegł moją
nieobecność przy boku i odwrócił się.
-
Przepraszam.. – odpowiedziałam z zakłopotaniem ściskając pięści ze złości.
Byłam strasznie przerażona tą sytuacją… Zaczęły płynąc mi łzy z twarzy…
Dlaczego? „Nie rycz, głupia” skarciłam się w myślach. Poczułam ciepło na ciele…
Wróciłam na Ziemię. Przytulił mnie a moje łzy przebiły się przez tamę mojej
równowagi i harmonii płynąc nieustannie. – Już dobrze. – usłyszałam. Głaskał
mnie po głowie. Staliśmy tak chwilę, a mi się zdawało, że trwa to w
nieskończoność. – Chodź opatrzę Cię. – wzięłam go za rękę i ruszyłam do siebie.
Nie protestował, po prostu szedł za mną. Na całe szczęście zdążyłam chwycić
reklamówkę z zakupami, więc będę mogła przygotować mu jakiś posiłek…
W domu zaczęłam szukać jakiejś
apteczki. Aomine siedział w salonie, widać było po nim lekkie zmęczenie. „Nic
dziwnego skoro bił się z trójką bandziorów” skarciłam swój idiotyzm w myślach. „O!
Apteczka.” Szybko zeszłam na dół. Miałam w rękach miskę z wodą, ściereczkę i
malutką apteczkę, może coś się przyda. Poprosiłam go, by siadł na podłodze, bo
nie chcę zachlapać kanapy. Wzięłam poduszkę, by nie siedział na zimnej
podłodze. Kucnęłam przy nim i zaczęłam starannie ścierać z jego twarzy krew,
przy większych zadrapaniach bardzo delikatnie oczyszczałam ranę wodą utlenioną.
Spostrzegłam czyiś wzrok na sobie. Spojrzałam na niego, a on patrzył na mnie tym
swoim leniwym wzrokiem. Nie potrafiłam odczytać jego myśli. W zamyśleniu
zaczęłam dalej czyścić jego twarz. Gdy skończyłam go opatrywać zaczęłam rozmowę.
– Może zostaniesz na noc? Nie szlajaj się już po nocy, ledwo żyjesz… Przygotuję
Ci łóżko u rodziców. – powiedziałam z uśmiechem na twarzy. – Możesz się iść
teraz wykąpać, jeśli potrzebujesz. Ja przygotuję kolację dla nas. Chodź,
przygotuję Ci ręcznik i może jakąś bieliznę… - mówiąc to, zlustrowałam go od
góry do dołu. – Chyba wciśniesz się w rozmiar mojego taty, hahah – skwitowałam ze
śmiechem, natomiast Aomine miał nieco zakłopotaną minę, lecz nadal kryło się w
niej coś zawadiackiego. – Ah tak? – powiedział zainteresowany moją kobiecą
intuicją.- Tak, haha – odparłam śmiejąc się. Poszliśmy na górę, dałam mu
ręcznik, koszulkę, dresy i tatową bieliznę. A ja zeszłam do kuchni.
Zaczęłam
wypakowywać produkty z reklamówki, którą cudem udało mi się zabrać. Skończyłam
przygotowywać kolację i poszłam do sypialni rodziców, by przygotować Wybawcy
posłanie iście królewskie za jego czyn. Zaśmiałam się w duchu, myśląc w ten
sposób o dzisiejszej sytuacji. W progu kuchni zauważyłam jak Aomine pochłonął już
prawie całą swoją porcję. „Ale żarłok” pomyślałam siadając do stołu. – Będziesz
chciał dokładkę? – spytałam z uśmiechem. – Jeśli masz… - ah ten jego leniwy
uśmiech. Naprawdę mi się podobał… Ale… Dlaczego? Ja chyba nie… Nic z tych rzeczy!
Z zamyślenia wyrwało mnie rozbawione spojrzenie Aomine. Chyba naprawdę musiałam
śmiesznie wyglądać nadymając policzki bez powodu. (:D) Nałożyłam mu kolejną
porcję. Po zjedzeniu kolacji udaliśmy się na górę do swoich sypialni. Ja
natomiast musiałam się jeszcze wykąpać, więc wzięłam tylko swoje rzeczy do
spania i poszłam do łazienki. Po przyjemnym prysznicu skierowałam się do
swojego pokoju, lecz przed tym zajrzałam jeszcze do jego pokoju. Był naprawdę
zmęczony, ze zasnął jak suseł, nawet chrapał, trochę jak niedźwiadek. Był
naprawdę przystojnym chłopakiem, mniej niż 2m wzrosty, ciemna cera no i
umięśnienie. To wszystko sprawiało, że był naprawdę przystojny… I ten jego
uśmiech… Jest naprawdę cudowny… „Kaoru, wracaj na ziemie!”. Cholera, co ze mną…
Karcąc się w myślach poszłam w końcu do swojego pokoju. „To był męczący, napraAAAAwde
męczący dzień.” Ziewnęłam, obróciłam się na bok i zamknęłam oczy. „Dobranoc
Aomine”. Pogrążyłam się we śnie…
Arigatou za przeczytanie <3

