niedziela, 17 maja 2015

Rozdział II ~ Zaangażowanie, ambicja i adrenalina.

Ohayou! Tu Kaoru, gomen, żę rozdział dopiero po tygodniu, lecz obowiązki trzeba wypełniać. Miłego czytania! I Oyasuminasai, bo już późno.. 

Obudził mnie SMS od Emiko. Leniwie otworzyłam oczy, lecz utrzymywałam je przymknęte. Macałam ręką pod poduszką w poszukiwaniu telefonu. „Jest!” Odczytuje SMS’a i momentalnie przypominam sobie o całym bożym świecie. Trening! Zapomniałam, cholera jasna. Tak to jest, jak się chodzi na jakieś nocne spacery… Aomine… Ale nie mam teraz na niego czasu. „Gomen” przeprosiłam  w myślach jego osobę. Odpisałam jej, że za 30 minut będę na boisku. Ruszyłam pod prysznic, zimny, na otrzeźwienie. Z kuchni wzięłam jedynie banana, by chociaż cokolwiek zjeść. 14:25 – zostało pięć minut. Zaczęłam szybko biec i w parę minut dobiegłam na boisko.” banan w pośpiechu nie smakuje tak dobrze jak powinien.” Pomyślałam wyrzucając skórkę po nim do śmietnika. Moja nowa koleżanka już na mnie czekała.
- Gomen za spóźnienie… Miałam drobne… komplikacje…  – uśmiechnęłam się szeroko dając jej do zrozumienia, że nie warto zaprzątać sobie tym głowy. – Okej odpowiedziała, zaczynamy, więc skup się. – Uśmiechnęła się i zaczęła tłumaczyć zasady gry w koszykówkę. Zapowiedziała już, że będziemy trenować całą przerwę wakacyjną. Nie zmartwiło mnie to, po prostu tego chciałam. Poddać się tej fali zaangażowania, ćwiczeń i wysiłku. Pierwszy trening był skupiony głównie na podstawowych czynnościach – rzucanie do kosza, kozłowanie w biegu i oczywiście nieszczęsny błąd kroków.
Cały miesiąc trenowałyśmy wspólnie, analizowałyśmy błędy i wprowadzałyśmy taktyki gry. W wolnym czasie oglądałyśmy mecze koszykówki kobiet. Strasznie mnie to jarało, chciałam już zagrać w swoich pierwszych zawodach szkolnych. Apropos czasu wolnego, spędzałyśmy go głównie u Emiko. Jej rodzice nigdzie nie wyjeżdżali, tata pracował na miejscu, a mama zajmowała się domem. Muszę przyznać, że Miku jest podobna do swojej mamy, wygadana, waleczna, zorganizowana. Em, miała młodszego brata – Shoji’ego. Słodki z niego malec, ale jak coś zbroi to wychodzi z tego niezła draka. (^^). Rodzina Harukich (dopisek autorki: dokonuję zmiany nazwiska Emiko z Youndaime na Haruka), była bardzo miła i przyjazna, atmosfera u nich zawsze była rodzinna. Spędzali ze sobą sporo czasu, by pielęgnować więzi rodzinne. Zastępowali oni moją prawdziwą rodzinę, która zawsze była na wyjazdach. Rozumiem to, naprawdę ciężko pracują, by żyć jak normalni ludzie, ale.. Ale brakuje mi ich, brakuje mi tej atmosfery i zwyczajnych czułości.. Cóż poradzić? Praca, to praca. Trudno. Muszę się skupić teraz na swoim nowym celu. Koszykówka.
Został niecały tydzień do rozpoczęcia nowego roku szkolnego. Siedziałam na kanapie i oglądałam mecz koszykówki w TV. Spostrzegłam się, że zaczęło się ściemniać za oknem, więc postanowiłam zrobić kolację, przez to wegetowanie na kanapie nawet nie poczułam lekkiego głodu. Poszłam do kuchni i zajrzałam do lodówki. Moim oczom ukazała się… Pustka. „Cholera” zaklęłam w myślach. Spojrzałam na zegarek, przed 19. Dobra, idę do marketu po jakieś szybkie zakupy na kolację i śniadanie jutro rano. Ubrałam się trochę jak fleja – dresy z podłogi i nieco za duża bluza mojego taty. Była jedyną rzeczą pod ręką. Nic innego nie chciało mi się szukać. Ubrana ruszyłam rozleniwionym ruchem do sklepu. W słuchawkach leciały piosenki One Ok Rock, których uwielbiam.
W końcu dotarłam do pobliskiego sklepu i zaczęłam wrzucać do koszyka wszystkie potrzebne mi produkty spożywcze, które pozwalały mi żyć i nie umrzeć z głodu. Stanęłam w dziale z nabiałem. Porównywałam ze sobą dwa jogurty, gdy nade mną pojawił się jakiś cień prawie 2-metrowego człowieka. W ułamku sekundy odwróciłam się i spojrzałam na tajemniczego osobnika zasłaniającego mi światło.
- Yo – powiedział leniwym, prawie mruczącym głosem. – H-Hej – odpowiedziałam lekko zakłopotana, lecz czułam ulgę, że to on. – Też lodówka pusta? – zapytałam żartobliwie. On uśmiechnął się zawadiacko – Jak zawsze – odparł leniwie szczerząc się cały czas. Dokończyliśmy wspólnie swoje zakupy i wyszliśmy z marketu. – Odprowadzić Cię? – spytał. – Nie, dziękuję, nie trzeba. Do zobaczenia. – Cześć. – ruszyłam w swoją stronę. Kątem oka zauważyłam jak Aomine szedł jeszcze do małego sklepiku papierniczego na rogu ulicy.
Szłam prosto przed siebie, na zewnątrz było już naprawdę ciemno. Założyłam kaptur na głowę, lecz tym razem nie zakładałam słuchawek, nie wiadomo co mogłoby się przytrafić, lepiej wszystko słyszeć.
Z zakrętu zobaczyłam trzech mężczyzn, którzy głośno rozmawiali i śmiali się. Niepokojące było to, że ja znałam te głosy… Boże! To tamta zgraja debili z boiska… Cholera jasna, co robić, co robić… Wyminę ich… Może mi się uda. Szłam tym samym rytmem, by nie wzbudzić podejrzeń mężczyzn. Zeszłam na prawą część chodnika, by móc ich wyminąć, lecz nie udało mi się to, bo chyba rozpoznali we mnie kobietę po drobnej posturze. Zaszli mi drogę…
- Hej mała, chcesz się zabawić? – spytał przywódca grupy. – Nie. – odpowiedziałam bardzo chłodno, nie wyczuli mojego skrytego strachu, lecz chyba popełniłam błąd. Wkurzyli się. – Hę? – spytał bandzior z poirytowanym tonem głosu. – Może jednak? – uniósł rękę, by zdjąć mój kaptur. Kurwa, odkryje, że to ja… Odepchnęłam szybko jego rękę i krzyknęłam – Zostaw mnie! – próbowałam wyminąć tą dwójkę szybkim krokiem, lecz ich ramiona mnie zatrzymały i niczym piłka odbiłam się od nich upadając na tyłek… Kaptur spadł. „Kurwa mać” zaklnęłam w myślach, chyba na mojej twarzy też to było widać… - Tyy! – krzyknął przywódca i w mgnieniu oka był przy mnie i trzymał na bluzę. Chyba chciał mnie uderzyć, lecz w tym samym momencie zobaczyłam cień. Ten cień uderzył pięścią w twarz przywódcę tak, że ten jakby się odbił od niej i odleciał na małą odległość. Mój wybawca pomógł mi wstać. Gdy się wyprostował jego twarz została oświetlona przez pobliską lampę… „Aomine” pomyślałam. Byłam skołowana jeszcze przez chwilę, lecz adrenalina bardzo szybko wprawiła mnie w stan gotowości. Jego kolega uderzył Aomine pod okiem, aż zatoczył się w tył, lecz nie stracił równowagi. Bili się przez chwilę, podbiegłam do jednego z przydupasów i kopnęłam go w krok dając Aomine szansę na znokałtowanie go. Drugi z nich już się podnosił, lecz mój wybawca pociągnął mnie za rękę i bardzo szybko oddaliliśmy się z miejsca zdarzenia. Na szczęście nie pobiegli za nami, bo mężczyźni byli dosyć zdezorientowani co dało nam szansę na ucieczkę. Jeśli dobrze słyszałam, to Aomine chyba złamał przywódcy noc nos. Spojrzałam na jego prawą rękę. Na palcach zdołałam znaleźć parę kropel krwi, które musiały wypłynąć w momencie uderzenia. Powędrowałam wyżej, miał zakrwawioną twarz, nie aż tak mocno, lecz miał ranę pod okiem z której sączyła się krew. Zatrzymałam się. Spostrzegł moją nieobecność przy boku i odwrócił się.
- Przepraszam.. – odpowiedziałam z zakłopotaniem ściskając pięści ze złości. Byłam strasznie przerażona tą sytuacją… Zaczęły płynąc mi łzy z twarzy… Dlaczego? „Nie rycz, głupia” skarciłam się w myślach. Poczułam ciepło na ciele… Wróciłam na Ziemię. Przytulił mnie a moje łzy przebiły się przez tamę mojej równowagi i harmonii płynąc nieustannie. – Już dobrze. – usłyszałam. Głaskał mnie po głowie. Staliśmy tak chwilę, a mi się zdawało, że trwa to w nieskończoność. – Chodź opatrzę Cię. – wzięłam go za rękę i ruszyłam do siebie. Nie protestował, po prostu szedł za mną. Na całe szczęście zdążyłam chwycić reklamówkę z zakupami, więc będę mogła przygotować mu jakiś posiłek…
                W domu zaczęłam szukać jakiejś apteczki. Aomine siedział w salonie, widać było po nim lekkie zmęczenie. „Nic dziwnego skoro bił się z trójką bandziorów” skarciłam swój idiotyzm w myślach. „O! Apteczka.” Szybko zeszłam na dół. Miałam w rękach miskę z wodą, ściereczkę i malutką apteczkę, może coś się przyda. Poprosiłam go, by siadł na podłodze, bo nie chcę zachlapać kanapy. Wzięłam poduszkę, by nie siedział na zimnej podłodze. Kucnęłam przy nim i zaczęłam starannie ścierać z jego twarzy krew, przy większych zadrapaniach bardzo delikatnie oczyszczałam ranę wodą utlenioną. Spostrzegłam czyiś wzrok na sobie. Spojrzałam na niego, a on patrzył na mnie tym swoim leniwym wzrokiem. Nie potrafiłam odczytać jego myśli. W zamyśleniu zaczęłam dalej czyścić jego twarz. Gdy skończyłam go opatrywać zaczęłam rozmowę. – Może zostaniesz na noc? Nie szlajaj się już po nocy, ledwo żyjesz… Przygotuję Ci łóżko u rodziców. – powiedziałam z uśmiechem na twarzy. – Możesz się iść teraz wykąpać, jeśli potrzebujesz. Ja przygotuję kolację dla nas. Chodź, przygotuję Ci ręcznik i może jakąś bieliznę… - mówiąc to, zlustrowałam go od góry do dołu. – Chyba wciśniesz się w rozmiar mojego taty, hahah – skwitowałam ze śmiechem, natomiast Aomine miał nieco zakłopotaną minę, lecz nadal kryło się w niej coś zawadiackiego. – Ah tak? – powiedział zainteresowany moją kobiecą intuicją.- Tak, haha – odparłam śmiejąc się. Poszliśmy na górę, dałam mu ręcznik, koszulkę, dresy i tatową bieliznę. A ja zeszłam do kuchni.
Zaczęłam wypakowywać produkty z reklamówki, którą cudem udało mi się zabrać. Skończyłam przygotowywać kolację i poszłam do sypialni rodziców, by przygotować Wybawcy posłanie iście królewskie za jego czyn. Zaśmiałam się w duchu, myśląc w ten sposób o dzisiejszej sytuacji. W progu kuchni zauważyłam jak Aomine pochłonął już prawie całą swoją porcję. „Ale żarłok” pomyślałam siadając do stołu. – Będziesz chciał dokładkę? – spytałam z uśmiechem. – Jeśli masz… - ah ten jego leniwy uśmiech. Naprawdę mi się podobał… Ale… Dlaczego? Ja chyba nie… Nic z tych rzeczy! Z zamyślenia wyrwało mnie rozbawione spojrzenie Aomine. Chyba naprawdę musiałam śmiesznie wyglądać nadymając policzki bez powodu. (:D) Nałożyłam mu kolejną porcję. Po zjedzeniu kolacji udaliśmy się na górę do swoich sypialni. Ja natomiast musiałam się jeszcze wykąpać, więc wzięłam tylko swoje rzeczy do spania i poszłam do łazienki. Po przyjemnym prysznicu skierowałam się do swojego pokoju, lecz przed tym zajrzałam jeszcze do jego pokoju. Był naprawdę zmęczony, ze zasnął jak suseł, nawet chrapał, trochę jak niedźwiadek. Był naprawdę przystojnym chłopakiem, mniej niż 2m wzrosty, ciemna cera no i umięśnienie. To wszystko sprawiało, że był naprawdę przystojny… I ten jego uśmiech… Jest naprawdę cudowny… „Kaoru, wracaj na ziemie!”. Cholera, co ze mną… Karcąc się w myślach poszłam w końcu do swojego pokoju. „To był męczący, napraAAAAwde męczący dzień.” Ziewnęłam, obróciłam się na bok i zamknęłam oczy. „Dobranoc Aomine”. Pogrążyłam się we śnie…

Arigatou za przeczytanie <3

niedziela, 10 maja 2015

Rozdział I cz.2 ~ Początek nieskończonej przyjaźni.

Dochodziła godzina 16. Kupiłyśmy sobie po lodzie w wafelku. O dziwo lubiłyśmy te same smaki – mięta i czekolada. Siadłyśmy na ławce w parku i rozpoczęłam rozmowę słowami:
- Grasz w koszykówkę? – Tak. To moja pasja, które często  zajmuje mi całe godziny w ciągu dnia. Choć teraz będę mogła trenować na normalnej hali. Tzn. za miesiąc, po rozpoczęciu roku szkolnego– odpowiedziała. Z zaciekawieniem zapytałam: - Dlaczego? – Bo po wakacjach idę do gimnazjum Teiko, jest tam klub koszykówki, do którego chcę się zapisać. – powiedziała gryząc wafelka. Ona też idzie do Teiko… - Ja również zamierzam iść do Teiko. – powiedziałam uśmiechając się.
Zapadła dłuższa chwila. Obie już kończyłyśmy swoje lody. Zastanawiałam się, czy nie poświęcić się koszykówce. Kompletnie nie umiem w nią grać, nie rozumiem zasad… Skoro ona kocha koszykówkę, może by mnie nauczyła? Ale nie wiem, boję się o to zapytać.. Chociażby, dlaczego nie?
Gdy chciałam coś powiedzieć, spostrzegłam się, że na mnie patrzy. Jej wzrok był bardzo zdeterminowany. Patrzyłam na nią z lekkim zdziwieniem, lecz jej zawzięta mina ani drgnęła. Po chwili zapytała: - Może chciałabyś dołączyć ze mną do klubu koszykówki Teiko? – Byłam nieco zaskoczona tym pytaniem. – Nie wiem, nie umiem grać w koszykówkę, ale bardzo chciałabym spróbować, mogłabyś mnie trenować? – Ona również się zdziwiła, lecz uśmiechnęła się i kiwnęła głową twierdząco.
Rozmawiałyśmy jeszcze parę godzin i zanim się zorientowałyśmy zrobiło się ciemno. Postanowiłyśmy iść do domu. Okazało się, że mieszkamy obok siebie. Pożegnałyśmy się i poszłyśmy do siebie. Weszłam do siebie, zapaliłam światło i udałam się do kuchni i zrobiłam sobie drobny posiłek. Pozmywałam, wykąpałam się i położyłam się do łóżka, lecz jakoś nie mogłam zasnąć… Zbyt mocno ekscytowałam się osiągnięciem mojego nowego celu. Nauczyć się grać w koszykówkę. Mijały godziny a ja nadal nie spałam. Wstałam z łóżka i zeszłam do kuchni, napiłam się mleka. Myślałam, że pomoże, ale chyba jednak nie. Spojrzałam na zegarek. 4:05… No super. Nie ma co, pójdę się przewietrzyć. Ubrałam jakieś szare dresy, trampki i bluzę. Wyszłam, zamknęłam drzwi i stanęłam na schodach, wzięłam głęboki oddech i wydech. Poszłam przed siebie, coś przygnało mnie w to samo miejsce, z którego dziś uciekłyśmy. Szłam powoli, delektowałam się chłodnym powietrzem, które delikatnie owiewało moje włosy i szyję. To było naprawdę przyjemne uczucie. Usłyszałam jakieś stuki. Zainteresowana, poszłam w ich kierunku. Zorientowałam się, że pochodzą właśnie z boiska do kosza. Podeszłam bliżej i schowałam się za drzewem, bo bałam się, że to tamci bandyci. Na całe szczęście była tam tylko jedna osoba, chłopak. Był dosyć wysoki i bardzo sprawny sądząc po jego sposobie gry. Wyszłam zza drzewa by podejść bliżej, było naprawdę ciemno i niewiele widziałam. Szłam bardzo cicho, nie chciałam by mnie usłyszał. Siadłam na ławce, która ustawiona była tak, że boisko widziało się na całą szerokość.
Dlaczego grał tak samemu? Czyżby tak samo jak ja nie mógł spać? Może trenuje dzień i noc przed jakimiś ciężkimi zawodami? Podniosłam głowę do góry. Niebo było piękne i okryte gwiazdami, które lśniły niczym malutkie diamenciki. Można było dostrzec jakieś konstelacje gwiezdne, lecz nie bardzo miałam siły na wysilanie się, by sobie przypomnieć. Zamyśliłam się. Został okrągły miesiąc. Muszę zacząć coś robić. Jutro umówiłam się z Emiko na jakiś próbny trening, mam tylko nadzieję, że nie spotkamy już tamtych gnoji. Byłoby naprawdę nieciekawie…
Coś przysłoniło mi to piękne niebo… Zaraz, zaraz. Co to może być? Nagle odzyskałam racjonalne myślenie. To nie było coś, to był ktoś. Cholernie się wystraszyłam, że moje całe ciało przyległo do ławki jak najmocniej mogło.
- Yo – powiedział nieznajomy. – Co tu robisz? Sama i w dodatku o 5 nad ranem? – dodał.
On mówi, mówi do mnie. Boże muszę mu coś odpwiedzieć…
- S-Siedzę – zająknęłam się. Nagle zdałam sobie sprawę z tego, że się trzęsę z zimna. Cholera nieźle przemarzłam.
Nieznajomy przestał patrzeć na mnie z góry i siadł obok mnie. Dzięki temu, mogłam mu się przyjrzeć dokładniej. Uniósł głowę do góry i zamknął oczy. Chyba odpoczywał. Miał dosyć ciemną karnację, trochę podobną do mojej, tylko ja byłam nieco jaśniejsza. Miał krótkie i niesamowicie granatowe włosy. Wszystkie te cechy wyglądu ślicznie ze sobą współgrały.
- Jestem Aomine. Aomine Daiki. – powiedział, nie zmieniając położenia swojego ciała. Byłam troszkę zaskoczona, lecz również się przedstawiłam.
- Nazywam się Kaoru Arihyoshi. Yoroshku. – No więc, Kaoru co robisz o tej porze, na ławce i w dodatku sama? – pociągnął temat. – Ja, nie mogłam spać, chciałam się przewietrzyć. – odparłam. – A ty? – szybko dodałam. – Ja też nie mogłem spać. W takich chwilach koszykówka najlepiej pozwala mi myśleć, czy zwyczajnie się odprężyć. – Wakata – odparłam ze zrozumieniem w głosie. Chyba już czas na mnie.. Trochę snu by mi się jednak przydało… - Gomen, wracam już do siebie. Jest późno a powinnam choć trochę pospać. Arigatou, za pogawędkę. Oyasuminasai. – powiedziałam na odchodnym. Pokonałam zaledwie 2m, aż poczułam jak ktoś łapie mnie za ramię. Odwróciłam się gwałtownie i zobaczyłam mojego towarzysza z ławki. – Odprowadzę Cię. Jest późno. – Po tych słowach grzecznie podziękowałam i ruszyliśmy w stronę mojego domu. Przez całą drogę nie rozmawialiśmy o niczym. Zanim się zorientowałam było już jaśniej. Słońce powoli wstawało i rozjaśniało całe to piękne, gwieździste niebo. Dotarliśmy do mnie. Było już po 6.
- Chciałbyś może wstąpić do mnie na śniadanie? – zapytałam śmielsza. – Jest już rano, a podejrzewam, że po grze możesz być głodny. – uśmiechnęłam się.– Z miłą chęcią coś przekąszę. – odparł z uśmiechem na twarzy.
Weszliśmy do mnie. Zapaliłam światło, bo nie było jeszcze tak jasno. Na stole stała jeszcze szklanka z niedopitym mlekiem. – Rozgość się – powiedziałam. Aomine poszedł za mną i usiadł przy stole. Zaczęłam przygotowywać posiłek. – To nie będzie problem, że nie wróciłeś do domu na noc? – spytałam. – Nie, moi rodzice cały czas są w delegacjach i podróżach, często wyjeżdżają – odparł jakby był już do tego przyzwyczajony. Moi rodzice byli tacy sami, ciężko pracowali, by utrzymać naszą rodzinę i stwarzać mi odpowiednie warunki do rozwoju. – Moi również. – skwitowałam jego wypowiedz. – Do jakiego gimnazjum masz zamiar iść? – zaryzykowałam pytanie, sądząc, że jest w moim wieku. Trafiłam. – Do Teiko. Chcę zapisać się do drużyny koszykarskiej. – Wow, on też… On ma talent, na pewno się załapie. – A Ty? – zapytał zainteresowany. – Ja również do Teiko, zastanawiam się jednak do jakiego klubu, ale chyba również zapiszę się do drużyny koszykarskiej. – zobaczyłam zaskoczenie na jego twarzy, był naprawdę zainteresowany tym co powiedziałm. – Chciałabym się nauczyć gry w kosza, ekscytuje mnie to – po tych słowach wszystko zrozumiał.

- Gotowe! Itadakimasu! – powiedziałam śpiewnie stawiając przed nim talerz z pięknie pachnącym daniem. – Arigatou – odpowiedział i zaczął jeść. Byłam pod wrażeniem jak szybko wcinał. Chyba naprawdę był głodny. Zaczęłam również jeść swoją porcję, lecz Aomine skończył o wiele szybciej ode mnie. – Smakowało? – zapytałam z uśmiechem kończąc swoje. – Bardzo. Chyba będę się już zbierał. Też przydałby mi się sen. Arigatou. Do zobaczenia! – rzucił na odchodne, a ja zaczęłam zmywać naczynia. Po skończeniu tej czynności poszłam do przedpokoju zamknąć drzwi, gdy na półce zobaczyłam małą karteczkę. Na niej widniał numer telefonu i podpis „Dziękuję, zjedzmy jeszcze razem. Aomine” . Miał ciekawy charakter pisma. Nie sądziłam, że jednego dnia, będę mogła zyskać dwóch nowych przyjaciół. Spojrzałam na zegarek. Boże już po 7, pobiegłam do pokoju i rzuciłam się na łóżko, szczelnie owinęłam się w kołdrę i zasnęłam… 

Rozdział I cz.1 ~ "Kaoru no Basket" - PROLOG - Początki nieskończonej przyjaźni.

Pierwsza część opowieści. Kaoru i Emiko się spotykają! Miłego czytania~ Kaoru.

Na reszcie koniec roku szkolnego! Wybrałam już gimnazjum – Teiko. Mamy miesiąc wolnego na przygotowanie się do nauki w nowej szkole… Chciałabym się zapisać do jakiegoś klubu sportowego, lecz nie mam jeszcze pojęcia jakiego. W czym mogłabym być dobra? Nożna? Nie, to zbyt prymitywne.. Może siatkówka? Nie, chyba też nie.. Co mogłoby mi się naprawdę spodobać?
Z zamyślenia wyrwały mnie krzyki z pobliskiego boiska do koszykówki. Poszłam w tamtą stronę, by sprawdzić co się dzieje.
***
- Zjeżdżaj stąd mała, to nasze boisko! – krzyknął do pewnej czerwonowłosej dziewczyny jakiś przerośnięty 3-cio klasista. Prawdopodobnie w wieku licealnym. – Nie pójdę stąd byłam tu pierwsza! –krzyczała, lecz w tym momencie jeden z chłopaków pociągnął ją za włosy, aż straciła równowagę i upadła na kolana. Czerwonowłosa zacisnęła zęby. Próbowała wstać, lecz trzeci chłopak przycisnął ją do ziemi mówiąc by stąd zmiatała zanim uszkodzą jej śnieżnobiałą skórę.

Emiko
Nagle przy wejściu do boiska pojawiła się dziewczyna, mniej więcej w moim wieku. Miała długie, granatowe włosy. Pięknie lśniły w blasku zachodzącego słońca. Nie miałam już siły się kłócić z tymi chłystkami. Granatowa wkroczyła do akcji…
***
Gdy tylko zobaczyłam co ta trójka debili wyprawia z tą dziewczyną szybko podbiegłam. Nie mogłam patrzeć jak robią jej krzywdę.
- Oi, co tu się dzieje? Czemu robicie jej krzywdę?! – krzyknęłam mocno wnerwiona. Kątem oka spostrzegłam, że czerwonowłosa jest nieźle wkurzona. Wstała. Ja natomiast stanęłam bardzo blisko jak mi się wydaje „przewodniczącego grupy”. Miał długie czarne włosy i zarost na twarzy.
Czekałam na odpowiedź. Po jego minie spostrzegłam, że jest strasznie wkurzony tą całą sytuacją. Podejrzewałam, że ma dość już użerania się z bachorami. Chwycił mnie za szyję i powiedział cichym, lecz naprawdę niebezpiecznym głosem. – Powtórzę to jeszcze raz. Spierdalajcie, albo nie będziemy już tak grzecznie rozmawiać. – Zacisnęłam szczęki, po chwili naplułam mu w twarz. Czarno włosy odrzucił mnie na ziemię i właśnie miał mnie kopnąć w brzuch, gdy czerwonowłosa podbiegła do niego i szybko uderzyła go w krok. Facet skulił się w bólu, a dziewczyna znalazła się koło mnie i pomogła podnieść z ziemi. – Lepiej uciekajmy stąd, zanim wrócą mu siły.
Zaczęłyśmy biec ile sił miałyśmy w nogach, tamta zgraja biegła za nami. Znałam tę okolicę jak własną kieszeń, zaraz na zakręcie skręciłyśmy w małą ciemną alejkę i się schowałyśmy. Spostrzegłyśmy ich, lecz oni pobiegli do przodu na skrzyżowanie. Siedziałyśmy w ukryciu jeszcze 20 minut, by być pewne, że nas już nie znajdą.
- Jak masz na imię? – Spytała czerwona. – Watashi wa Kaoru. Kaoru Arihyoshi. A ty? – spytałam z zaciekawieniem. – Emiko Youndaime. Arigatou za pomoc. – powiedziała to z lekkim zakłopotaniem. – Przepraszam, jeśli przeze mnie prawie nas pobito. – w jej głosie usłyszałam pewną skruchę. – Nic się nie stało, naprawdę. W końcu i tak miałam zacząć biegać – odpowiedziałam szybko z zadziornym uśmiechem. – Co tam robiłaś? Czemu się tak na ciebie złościli? – zapytałam. – Grałam w kosza, lecz kłopoty zaczęły się gdy przyszli. Kazali mi zjeżdżać, bo to ich boisko. Postawiłam się i.. tak wyszło. – mówiła z lekką złością w głosie.
Siedziałyśmy przez chwilę cicho. Zamyśliłam się. Konkretnie o koszykówce. Może to jest to czego powinnam spróbować? Czy to zdominuje moje życie? Bardzo lubię sport, lubię się staram i lubie poprawiać swoje umiejętności… Z krótkiego zamyślenia wyrwała mnie Emiko, pytaniem czy chciałabym z nią pójść na lody. Z wielką chęcią się zgodziłam. 
___________________________________________________________

I jak? Liczę na komentarze. Koncepcja na razie ciekawa? Nie wiem czy dobrze to wszystko opisałam.. Niedługo ukaże się część 2 :) 

Od autorki - Seria opowieści z motywem Kuroko no Basket.

Cześć wszystkim! Nazywam się Kasia, moim japońskim, a także chińskim odpowiednikiem mojego imienia jest Kaoru.
Postanowiłam rozpocząć pisanie mojej własnej historii związanej z Kuroko no Basket. Pokochałam to anime i każdego z bohaterów. Nie wiem co mnie tak mocno w tym pociąga... Nawet rozpoczęłam naukę kosza. o: Niby na szkolnych sks'ach, ale może być naprawdę fajnie.
Do napisania własnego opowiadania natchnęła mnie pewna blogerka, albo może blogerki Aleks i Kushi (<- link). Moja historia, będzie wątkiem przyjaźni, ale również miłości. Niestety nie będzie żadnego wątku yaoistycznego. Gomen. Nie jestem w tym dobra. Wymyśliłam serię o nazwie Kaoru no Basket, ma ona opowiadać co nieco o koszykówce dziewcząt, lecz ściśle powiązane z typowymi wydarzeniami Kuroko no Basket.
Wypadałoby przedstawić dwie główne bohaterki.

Kaoru.
nazwisko: Arihyoshi
wiek: 13l. (początkowe zdarzenia;)
kolor włosów: granatowe, długie/średniej długości
wzrost: 170cm.
waga: 50kg
zaineteresowania: sport, matematyka, architekura, gotowanie;
przezwisko/zdrobnienie: Kaoricchin ; Ari-chan (od nazwiska)

Emiko.
nazwisko: Youndaime
wiek: 13l. (początkowe zdarzenia;)
kolor włosów: czerwone, średniej długości/ długie
wzrost: 175cm
waga: 55kg
zainteresowania: sport, chemia, tworzenie muzyki, informatyka;
przezwisko/zdrobnienia: Miku; Miku-chan; FourMiku (MikuCzwarta); 4Miku